O lęku przed kresem życia

Jak radzić sobie z lękiem przed śmiercią?

Pomysł, by napisać notkę o śmierci pojawiał się w mojej głowie cyklicznie. Odrzucany i ignorowany – wciąż wracał i burzył pozorny spokój. Popychał w kierunku zanurzenia się w tę właśnie tematykę, w kierunku usystematyzowania własnych przemyśleń i odczuć. Przez dłuższy czas broniłam się przed nim po to, by w końcu poddać się i stwierdzić: a czemu by nie?
Nie będę przedstawiać żadnych teorii na temat tego zjawiska, napiszę za to o swoich własnych odczuciach i zmaganiach z tematem. O tym co jest mi bliskie i do pewnego stopnia zrozumiałe, nawet jeśli nie poprzez rozum, to poprzez serce.

Wiele lat temu, na forum Deaf Poland spotkałam się z podpisem, umieszczonym w profilu jednej z uczestniczek, który brzmiał mniej więcej tak: „Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze”. To stwierdzenie dość mocno utkwiło mi w pamięci. W myślach zastanawiałam się nad jego znaczeniem, a potem zaczęłam szukać różnych skojarzeń i jakoś tak mimowolnie zagłębiłam się we własne odczucia i emocje.
Od tego momentu zaczęło się moje wchodzenie w tematykę śmierci. Z początku nieświadome.

Nieoswojona śmierć pojawiła się we snach. Co noc nękały mnie wizje umierających ludzi, nieboszczyków i korowodów niesionych przez tragarzy trumien. Bałam się wtedy każdego oblicza śmierci, przerażało mnie towarzyszenie komuś w trakcie odchodzenia, przyglądanie się temu aktowi, zbliżanie się do niego w jakikolwiek sposób.
To, czego się obawiałam przez długi czas manifestowało się w sennej rzeczywistości na rozmaite sposoby. Nie dało się od tego uciec. Budziłam się pełna lęku i przerażenia, długo nie mogłam zasnąć. Samo zjawisko śmierci jawiło mi się jako coś niezrozumiałego, przerażającego, ostatecznego, pełnego bólu i cierpienia.

Którejś nocy, po kolejnym niezbyt przyjemnym przebudzeniu postanowiłam świadomie zainteresować się tematem. Zadałam sobie pytanie – czego tak naprawdę się boję? Przed czym uciekam? Uświadomiłam sobie wtedy, że to strach przed … niewiadomym, przed tajemnicą, która kryje się za tą ostateczną kurtyną. Podobnie zniewalał mnie lęk przed samym procesem umierania, lęk przed bólem i cierpieniem, lęk przed śmiertelną chorobą.
W przypadku innych ludzi najbardziej ciążyła mi odpowiedzialność, chęć niesienia pomocy, poczucie winy i bezradności w momencie gdy wszystkie zabiegi, metody i sposoby zawiodły. Bo … gdybym przewidziała czy pomogła w jeszcze inny sposób, to może nie skończyło by się śmiercią? Gdybym była mądrzejsza i bardziej przewidująca, bardziej zapobiegliwa … może wtedy wszystko inaczej by się potoczyło?

Z każdym dniem, świadomie, coraz głębiej wchodziłam w swoje lęki, przyglądałam się własnym odczuciom i emocjom. Obserwowałam swój strach, pojawiający się po każdym koszmarnym śnie. Pytałam, dlaczego tak się czuję i co to dla mnie oznacza? Odpowiedzi czasem przychodziły, czasem nie. Pojawiały się w formie życzliwych, wyważonych myśli, pełnych ciepła i spokoju. Z jednej strony moich własnych, z drugiej całkiem obcych, nowych, świeżych. To był ten wewnętrzny głos, który słyszymy w chwilach największego skupienia, w chwilach ciszy – powstających, gdy odetniemy się od wszelkiego zgiełku, zarówno tego zewnętrznego, jak i tego, który jest w nas. Ktoś kiedyś powiedział, że w takiej właśnie ciszy przemawia Bóg … Mnie akurat daleko było do wiary w niego, mimo to założyłam, że inspiracje mogą pochodzić od nieznanej siły, potężniejszej ode mnie, posiadającej dużo większy wgląd w rzeczywistość.

Z czasem pojawiła się akceptacja i dość dziwne, ale jednak zrozumienie. Świadomość, że śmierć to zjawisko, na które nie mam żadnego wpływu i które zawsze będzie wymykać się mojemu pojęciu. Wraz z akceptacją przyszedł spokój oraz wewnętrzne wyciszenie. Skoro nie mam na to wpływu, to po co zaprzątać sobie tym głowę, po co się obwiniać, po co się stresować i walczyć z tym, co nieuniknione? Zresztą, przecież nie posiadam negatywnych wspomnień z okresu przed narodzinami, a właściwie nie mam ich żadnych, więc dlaczego miałabym zakładać, że po śmierci będzie gorzej? W moim sercu pojawiło się zaufanie, a wraz z nim zaczęła rodzić się pewność, że wszystko dzieje się tak jak powinno, że wszystko ma swój sens i cel.

W ten sposób żegnałam się ze swoim lękiem, jednym z tych największych. Z czasem przestałam bać się sennych koszmarów, a przewijające się w nich treści, związane ze śmiercią, robiły na mnie coraz słabsze wrażenie, aż któregoś dnia po prostu znikły i już nigdy więcej nie wróciły w tej formie.

Rozważania na temat śmierci doprowadziły mnie do różnych wniosków. Tyle spraw, które wydaje nam się ważnych i istotnych, blednie i traci znaczenie w obliczu konieczności odejścia z tego świata. Czasem, gdy pojawia się w moim życiu problem, a ja tracę głowę, zadaje sobie pytanie, jakie to będzie to miało dla mnie znaczenie powiedzmy za 100 lat? Przy takim podejściu zmienia się perspektywa i wraca trzeźwiejszy osąd. Łatwiej podjąć decyzję. Łatwiej odciąć się od tego co toksyczne, łatwiej przestać zamartwiać się ocenami innych oraz wieloma sprawami, które spędzają nam sen z powiek.

Czasem myślę sobie, że warto cieszyć się każdą chwilą i podjąć nieco trudu, by zacząć realizować swoje marzenia i cele niekoniecznie te największe. Zacząć można od najprostszych, posuwając się do przodu krok po kroku. Bez pośpiechu, bez zbędnego napięcia. Lepiej zrobić niewiele niż nic, po to tylko by faktycznie żyć w momencie, kiedy to życie ziemskie jest dla nas jeszcze dostępne.

Wiele razy umierałam już za życia, zamykając się w sobie, unikając wszelkiego działania. Wiele razy rezygnowałam z czegoś, dążąc do doskonałości i perfekcji. Rezygnowałam, bo uważałam, że wciąż nie jestem gotowa.
Zresztą, często się zapominam i nadal to robię, dlatego hasło „Memento mori” jest dla mnie pewnego rodzaju przypomnieniem.

Bo cóż mi ze strachu przed śmiercią, skoro kolejne chwile życia przepuszczam pomiędzy palcami?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s