Majówka, ofiara z muszkieterów i rozwód na blogu

Majówka, "The Musketeers"

Majówka w toku, a wraz z nią początek sezonu na zieloną trawkę, grille (oby tylko nie na balkonach), ogniska, leżaki, drinki i długie spacery, tudzież wypady wycieczkowe w dalsze rejony. Honorując grzecznie tradycję, sama udałam się na tak zwane łono natury, wróciłam w dobrym nastroju, więc porozkminiam na różne tematy, żeby trzeźwość umysłu zachować póki się da…

Zacznę od serialu, który po kilkunastu odcinkach uznałam za genialne studium relacji kata i ofiary w wydaniu… męskim. Serialik nosi tytuł: „The Musketeers”, mimo że z pierwowzorem literackim nie ma zbyt wiele wspólnego. Katem jest tu król, ofiarami dzielni muszkieterowie. Pomiędzy nich zawsze wchodzi jakiś dyżurny psychopata, który wkrada się w łaski króla po to, by móc potajemnie działać na szkodę Francji.

Większość odcinków rozgrywa się według jednego schematu: król z powodu własnej bezdennej głupoty lub Francja w wyniku ukrytych działań psychopaty wpada w kłopoty. Muszkieterowie wchodzą do akcji, badają sprawę i z narażeniem życia zaczynają ratować tyłek władcy, tudzież wyciągać Francję z wielkiego ambarasu. Psychopata, gdy odkrywa, że jego spisek został odkryty, staje oficjalnie po stronie króla. Oczywiście udaje mu się znaleźć we właściwym miejscu w odpowiednim czasie i choć nawet palcem nie kiwnie by coś zrobić, zyskuje miano głównego wybawcy kraju i jego władcy czyli Ludwika XIII. Taki to się umie urządzić, heh…

Gdy sytuacja się klaruje i wraca oczekiwany spokójkról wynosi psychopatę na piedestały, a ten zazwyczaj podsuwa mu jakiś pretekst do oskarżenia biednych muszkieterów. Okazuje się, że to oni są winni całemu zamieszaniu, a pan i władca jest nimi wielce rozczarowany. Za to psychopata to jedyny człowiek w całym państwie, który… och… rozumie, kocha i słucha króla. Ach, łza się w oku kręci, tylko nie z tego powodu, co powinna.

Żeby było jeszcze ciekawiej, jest sobie w tym serialu scena, która zwaliła mnie z nóg. Otóż d‚Artagnan ma dość bycia ofiarą i zaczyna się buntować, rozżalony pyta kolegów muszkieterów dlaczego król nimi tak pomiata? Przecież oni się starają, życie narażają dla dobra Francji, a potem okazuje się, że wszystko robią źle i do niczego się nie nadają! Chyba coś tu jest nie tak! I to nie z nimi, tylko z królem!

Pozostali panowie muszkieterowie, zamiast pójść po rozum do głowy i poprzeć druha, próbują wyprostować jego spojrzenie, tworząc przy tym przepiękną iluzję. I tłumaczą mu, że nie, nie… to co on mówi to nieprawda! Król jest mądry i dobry tylko sytuacja tak stresująca i trudna, że się biedaczek przestraszył i zdenerwował. Nie radził sobie z emocjami, więc musiał się na kimś wyżyć, a że muszkieterowie zawsze są pod ręką, to wiadomo… Jak widać, w serialu pojawia się dość szerokie pole do obserwacji pewnych schematów i zachowań ludzkich, przedstawionych w formie niemal groteskowej. Nic tylko oglądać i uczyć się, czego robić się nie powinno…

***

Zmieniając temat, zakończyłam opowiadanie o Achillesie, wrzuciłam na bloga i poczułam niedosyt. Niby jakoś tam bohatera przedstawiłam, nawet i zgodnie z „Iliadą” (choć nie obyło się bez moich własnych wizji i wtrąceń) lecz wciąż mam wrażenie, że to nie jest to! Bo ileż można pokazać z punktu widzenia samego Achillesa? Tylko tyle, ile on sam wie, widzi i czuje. Dlatego też zamarzyło mi się opowiadanie z punktu widzenia innej postaci i myślę, że na swój celownik wezmę Bryzeidę. Póki co, zamysł jeszcze się nie ukształtował, jednak już wiem, że pisząc o niej, będę mogła odejść nieco od wydarzeń zarysowanych w „Iliadzie”. Postać achillesowej branki została tam potraktowana raczej marginalnie, a to daje możliwość stworzenia jej na nowo.

Ojć, wygląda na to, że w przyszłości rozbiorę greckiego herosa na części pierwsze po raz kolejny. Ach, jak ja lubię wałkować w kółko jedno i to samo.

***

I wreszcie… organizacyjnie. Po wiosennych podrygach porządkowych, postanowiłam pójść za ciosem i dokonać pewnych zmian na stronie. A mianowicie, zrodził się w mojej głowie cudowny pomysł oddzielenia rozkmin i przemyśleń od moich wypocin literackich. Tak, tak… to pierwszy rozwód, jaki przyszło mi przeprowadzić na łamach bloga. Póki co, tekstom ciężko jest rozstać się ze sobą, popłakują po kątach i kurczowo trzymają się pierwotnej wersji strony. No dobra, nie teksty popłakują, tylko mnie się ciężko tnie to, co już zostało zamieszczone. Ale słowo się rzekło, kobyłka u płota, w swoim czasie blogowy kat pomacha toporkiem całkiem skutecznie.

A tutaj link do zaczątków nowego bloga  z dziełami wiekopomnymi…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s